W drodze do świętości – św. Barnaba

St-barnabé-veronese-rouen
O ileż to kamieni poraniliśmy nasze stopy, ileż razy palec rozbiliśmy o wystające z ziemi korzenie? Trudne i wyboiste są nasze drogi życiowe, a w dodatku musimy wybrać, którą ścieżką pójść. Przed takim dylematem stanął Józef, Żyd mieszkający na Cyprze. Znamy go pod imieniem Barnaba. Dobrze się mu powodziło i pewnie dożyłby starości we względnym dostatku. Ale czy w życiu liczy się wegetacja, bylejakość, życie dla życia, bo tak wypada?… Barnabie to nie wystarczało. Gdy poznał naukę Chrystusa, postanowił poświęcić się temu, co jest najważniejsze, co daje mu szczęście. Sprzedał pole, a uzyskane w ten sposób pieniądze przekazał Apostołom. Zmienił wszystko, radykalnie odciął się od dawnego życia i w ten sposób wkroczył w Dzieje Apostolskie.

Ścieżka, którą kroczył Barnaba, zbiegła się z życiową drogą innego radykalnie nawróconego człowieka, św. Pawła. Barnaba jako jedyny zaufał Pawłowi. A o zaufanie nie było łatwo. Przed nawróceniem Paweł (wówczas Szaweł z Tarsu) budził w chrześcijanach strach. Pałał do nich czystą nienawiścią, tropił ich niczym pies gończy, który zwietrzy posokę. To on był obecny przy ukamienowaniu św. Szczepana, to on zmierzał do Damaszku w celu wyłapania tamtejszych chrześcijan. W tej drodze doznał wizji, która wszystko zmieniła. Otworzyły się mu oczy i ujrzał drogę, którą powinien kroczyć. Wielkim aktem odwagi św. Barnaby było uwierzenie zapewnieniom Pawła i wprowadzenie go, niedawnego wroga chrześcijan, do wspólnoty Kościoła.

Razem dokonali wielkiego dzieła. Ewangelizowali pogan. Wielu z nich dzięki Barnabie i Pawłowi wkroczyło na właściwe ścieżki. W pierwszą misję ewangelizacyjną udali się oni na Cypr i do Azji Mniejszej. W podróż zabrali Jana zwanego Markiem (przyszłego Marka Ewangelistę).

Barnaba po raz wtóry powrócił na Cypr. Była to ostatnia jego podróż, w dodatku usłana kamieniami. Tu w 61 roku poniósł śmierć męczeńską poprzez ukamienowanie. I można byłoby w tym miejscu postawić kropkę, jak zwykle się to robi, gdy życie dobiega kresu. Bo cóż można napisać, gdy człek doszedł do kresu swej drogi? A koniec Barnaby z pewnością był bolesny. Czy przyciśnięty stertą kamieni, zastanawiał się nad swoim wyborem? Czy liczył w myślach pieniądze, które uzyskał ze sprzedaży pola, a które przekazał Apostołom? Czy rozpamiętywał każdy siniak i ranę na jego ciele, które pojawiały się od uderzenia kamieniami? Sądzę, że nie! Jego wiara była niezłomna, wszak nie ugiął się przed oprawcami. Wiedział, że wybrał dobrze, wszak kroczył w kierunku, który sam wybrał.