Uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

Reni,_Guido_-_Himmelfahrt_Mariae_-_1642

15 sierpnia w Kościele katolickim obchodzona jest uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Dzień ten związany jest z dogmatem, który został ogłoszony w konstytucji apostolskiej Munificentissimus Deus w 1950 r. przez papieża Piusa XII. Dogmat ten stwierdza, iż Maryja po zakończeniu swojego ziemskiego egzystowania została wraz z ciałem i duszą wzięta do wiecznej chwały.

Obchody związane z tą uroczystością przybierają bardzo podniosłą formę. W Polsce największe celebracje mają miejsce w Kalwarii Zebrzydowskiej, gdzie odbywają się inscenizacje Zaśnięcia Matki Bożej oraz jej Wniebowzięcia, a także na Jasnej Górze. Częstochowski klasztor, w okresie święta, odwiedzany jest przez miliony pielgrzymów z całego świata. W tym czasie odbywają się uroczyste Msze Święte, w trakcie których pątnicy mogą uzyskać odpust zupełny. Sierpniowe pielgrzymki na Jasną Górę wpisały się na stałe w polską tradycję, a przybywający do Częstochowy pątnicy dodają kolorytu Duchowej Stolicy Polski.

W Polsce uroczystość Wniebowzięcia NMP, nazywane jest również świętem Matki Bożej Zielnej.  Wynika to z faktu, iż Maryję czci się jako patronkę ziemi i jej bujnej roślinności. W wielu regionach naszego kraju Wniebowzięcie w naturalny sposób łączy się z dożynkami. W ten sposób rolnicy wyrażają wdzięczność za obfitość ziemi oraz modlą się o przyszły urodzaj.

Kontrowersje

Oddawanie czci Matce Bożej jest charakterystyczne dla katolików. Na święto Wniebowzięcia zupełnie inaczej patrzą przedstawiciele innych odłamów chrześcijaństwa. Protestanci bojkotują dogmat o Wniebowzięciu, argumentując to faktem, iż w Piśmie Świętym nie ma żadnej wzmianki o takim wydarzeniu. Teologia katolicka broni się jednak przed tymi zarzutami. Odrzuca argumenty protestantów, powołując się na wiele ksiąg liturgicznych, które powstając jeszcze w czasach starożytnych, wspominają o „Zaśnięciu” Maryi, a czasem mówią wprost o jej Wniebowzięciu. Istotnym faktem jest również to, że do tej pory nie udało się odnaleźć grobu Matki Bożej.

 

Pożegnanie kardynała Franciszka Macharskiego

Cardinal_Franciszek_Macharski,_Archbishop_Emeritus_of_Kraków

Dziś o godzinie 11 w katedrze na Wawelu rozpoczął się pogrzeb zmarłego w środę kardynała Franciszka Macharskiego. Bez cienia wątpliwości był to wielki człowiek o jeszcze większym sercu, choć sam o sobie pewnie by tak nie powiedział. Miał 89 lat.
Zawsze blisko ludzi, zawsze w chwili, gdy potrzebowali jego wsparcia. Był z nimi podczas „Białego Marszu” w Krakowie, kiedy to wierni modlili się w intencji rannego w zamachu św. Jana Pawła II. Był także pod „oknem papieskim” na Franciszkańskiej 3 i razem ze zgromadzonymi tam ludźmi kilka dni trwał na modlitwie tuż przed i po śmierci Papieża-Polaka. Dopiero po roku przyznał, że 2 kwietnia 2005 r. mijało dokładnie 55 lat od daty jego święceń kapłańskich. Świadczy to o jego niezwykłej skromności i wyczuciu chwili, wiedział, że wtedy, tego pamiętnego 2 kwietnia 2005 r., wydarzyło się coś bez mała ważniejszego.

 

Wielu podkreśla dużą skromność i łagodność tego wybitnego hierarchy, nie bez przyczyny odznaczonego Orderem Uśmiechu. Franciszek Macharski żył zgodnie ze swoją kardynalską maksymą: Jesu, in Te confido (Jezu, ufam Tobie). Dobro, które kardynał nosił w sobie było niemalże namacalne. We wspomnieniach przyjaciół, jawi się on jako modelowy przykład pasterza, któremu los bliźnich nigdy nie był obojętny. Był wielką postacią. Odszedł kawałek mojego świata.– mówił o Macharskim Edward Nowak, jeden z liderów opozycji nowohuckiej z czasów PRL. Józefa Hennelowa, publicystka „Tygodnika Powszechnego”, po śmierci kardynała wspominała: Mam poczucie straty, ale jednocześnie wielkiej wdzięczności.  Jednocześnie podkreślała istotną rolę jaką Franciszek Macharski odegrał w tworzeniu środowiska jej tygodnika.
Był wielkim przyjacielem Karola Wojtyły / św. Jana Pawła II. Urząd metropolity krakowskiego sprawował w latach 1979-2005. Właśnie z rąk Ojca Świętego otrzymał w 1979 roku najpierw sakrę biskupią, a potem nominację kardynalską.
Kardynał Macharski był m.in. wiceprzewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski (1979-1994) oraz przewodniczącym Komisji ds. Nauki Katolickiej i Komisji ds. Apostolstwa Świeckich. Udzielał się w pracach m.in. watykańskich kongregacji ds. Biskupów, ds. Duchowieństwa, ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego oraz ds. Wychowania Katolickiego.

W związku z podeszłym wiekiem, w 2005 r. przeszedł na emeryturę, choć nigdy nie przestał wspierać Kościoła i wiernych. Pomimo tego, że nigdy w sposób otwarty nie angażował się w politykę, zawsze wspierał słuszną sprawę swoim autorytetem tak, jak np. pomoc, której udzielał ludziom „Solidarności” w latach 80. XX w. W dobie stanu wojennego wspierał internowanych działaczy opozycyjnych i ich rodziny w ramach Arcybiskupiego Komitetu Pomocy Więźniom i Internowanym. Działał po swojemu, po cichu pomagał prześladowanym działaczom i duszpasterzom. To m.in. dzięki jego wysiłkom władze komunistyczne złagodziły rygor stanu wojennego.

Wielu podkreśla jego niezwykłą wrażliwość na ludzkie cierpienie, choroby, poniżenie, biedę. Przyczynił się do reaktywowania w 1990 r. i rozbudowy Caritas Archidiecezji Krakowskiej. Wspierał budowę domów samotnej matki, rodzinnych domów dziecka, poradni psychologicznych czy schronisk dla bezdomnych.

W czwartek, 28 lipca, kard. Macharskiego odwiedził papież Franciszek, goszczący w Polsce w związku ze Światowymi Dniami Młodzieży. Było to swoiste pożegnanie Kardynała.
Kard. Macharski zmarł 2 sierpnia w szpitalu, gdzie przebywał na leczeniu, po upadku i utracie przytomności, które zdarzyły się w jego mieszkaniu.

 

 

O Powstaniu Warszawskim

powstanie-Warszawskie-SFINKS

 

Ekstaza wolności napełnia serca, przyspiesza oddech w płucach, wzbiera w ulicach. To nic, że domy płoną, że szeregi ludzi z tobołami na plecach i w łachmanach uciekają z Woli, Czerniakowa, Górnego Mokotowa, Powiśla. Wielkie, zapamiętałe odprężenie prostuje grzbiety. Można znieść wszystko, byle strącić z karków nieznośny ciężar, byle nareszcie być sobą. Tego szczęścia nie pojmie nikt, kto go nie doznawał. Na skrawku ziemi długości i szerokości paru kilometrów, natłoczonym ludźmi, podminowanym nastrojami piwnicznymi, rozkrojonym na kilka osobnych, odciętych od siebie obozów warownych otoczonych zewsząd, burzonych nieuchronnie bombami, znajdującym się już od pierwszych dni w sytuacji strategicznie beznadziejnej – ta wciąż płonąca świadomość: jesteśmy wolni!

Jerzy Braun o pierwszych dniach powstania.

Jak co roku, gdy przychodzi rocznica powstania warszawskiego rozbrzmiewa dyskusja o jego sens. Jednak w przeciwieństwie do innych rozważań dotyczących działań wojennych, te o powstaniu wydają się być niezwykle trudne. Trudności te wynikają głównie z konfliktu racjonalizmu, w który wplecione zostają olbrzymie emocje. Bowiem, gdy spojrzymy wyłącznie na liczby, to nawet cywil nie mający większego pojęcia o prowadzeniu akcji militarnych dostrzeże, w jak trudnej sytuacji znajdowali się powstańcy. Dlaczego jednak zdecydowali się, aby sięgnąć za broń? Wielu powstańców w swoich wypowiedziach podkreśla, iż śmierć w obliczu niemieckiej niewoli stała się im obojętna, bowiem dość już mieli nazistowskiej tyranii.

Decyzja niejednomyślna

W ogólnym przekazie medialnym przez wiele lat propagowana była wizja powstania warszawskiego jako zbiorowego aktu męstwa i odwagi, w których każdy chwytał za broń i szedł strzelać do oprawców. Pomijana jest jednak kwestia, iż na starcie samego powstania żołnierze mieli jedynie około 7 tyś. sztuk broni palnej, a wielu (szczególnie tych zrzeszonych w NSZ) było nastawionych do walki raczej sceptycznie. Podobnie sprawa się miała w samym sztabie. Mimo, że gen. „Bór” Komorowski wraz z gen. Antonim Chruścielem ps „Monter” byli gorącymi orędownikami walki zbrojnej, to jednak gen. Kazimierz Sosnkowski, który po śmierci gen. Władysława Sikorskiego, pełnił rolę Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych, był przeciwny takiemu rozwiązaniu. Niektóre relacje wskazują nawet, że Sosnkowski wydał zakaz rozpoczęcia walk, rozkaz ten jednak zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach.
Niewątpliwie sztab „Bora” Komorowskiego wykorzystał propowstańcze nastoje społeczne, jakie nasilały się od lipca 1944 r. Informacje o cofających się i regularnie rozbijanych oddziałach SS wlały w społeczność warszawską nadzieję, że bestialska okupacja wkrótce dobiegnie końca. Nikt jednak nie chciał czekać. Żołnierze noszący w głowach i sercach ogrom krzywd, jakich doznali obywatele Polski, spragnieni byli walki. Powstanie dla nich to miała być okazja, by dać symbol światu, że początek Mazurka Dąbrowskiego: „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy” to nie tylko pusty frazes z pieśni legionów, ale faktyczne odzwierciedlenie tego, co można nazwać „Polskością”.

Okrutne liczby w starciu z męstwem

Janusz Brochwicz-Lewiński ps „Gryf” w czasie powstania warszawskiego walczył w szeregach Batalionu „Parasol”. Tak mówił w jednym z wywiadów: Czekaliśmy na powstanie jak na zbawienie, chcieliśmy bardzo mieć wolny kraj, po latach upokorzeń, morderstw i krzywd od okupanta chcieliśmy wolnej Polski, wierzyliśmy głęboko, że nam się uda, że to jest możliwe. Po prostu wszyscy rwaliśmy się do walki. Byliśmy pewni, że przyjdzie zwycięstwo, z pomocą całego narodu wywalczymy w krótkim czasie wolność. Wierzyliśmy w pomoc aliantów, w nasze wojsko na Zachodzie, które mogło przybyć nam z pomocą. Słowa te zdają się w znakomity sposób obrazować to, co rodziło się w sercach powstańców. Dla tych żołnierzy powstanie warszawie nie było jedynie „kolejną wojskową akcją”. To miał być zryw narodu, którego zaatakowanie przez Niemcy rozpoczęło piekło II wojny światowej. Postawa taka niewątpliwie jest budująca, bowiem przedstawia obraz Polskiego Narodu nieco inaczej niż mają to w zwyczaju przedstawiać „autorytety moralne” pokroju Jana Grossa. Jednak obok męstwa i odwagi, która jak pisał Stanisław Michalkiewicz zawstydza, trzeba spojrzeć na ogół sytuacji powstańców, a ta jak wiadomo była przerażająca.
Gdy wybiła Godzinie „W”, powstańcy dysponowali:
1000 karabinów,
300 pistoletami maszynowymi,
60 karabinami ręcznymi,
7 ciężkimi karabinami maszynowymi,
35 karabinami przeciwpancernymi,
17000 pistoletami ręcznymi,
35000 granatami.
Ponadto, co 10 uczestnik powstania nie posiadał żadnej broni palnej! Oznacza to, że w pierwszych godzinach akcji, maił do dyspozycji… głazy, połamane płyty chodnikowe, łomy lub inne narzędzia codziennego użytku, które w tym momencie musiały służyć za broń wojskową! Co ciekawe, wcześniej wspomniany gen. Chruściel mówił, że niedostatek broni żołnierze mają pozyskiwać z rąk SS-manów. Brzmi to groteskowo, w momencie gdy powstaniec ma w dłoni jedynie kilof i szpadel.

63 dni, 200 tysięcy martwych… Warszawa przestała istnieć

Powstanie, mimo heroicznej postawy warszawiaków zakończyć się klęską. Po 63 dniach, dokładnie 2 października 1944 r. Armia Krajowa zakończyła działania ofensywne, a wysłani emisariusze mieli negocjować warunki kapitulacji. W ciągu dwóch miesięcy walk ofiarę poniosło 16 tysięcy żołnierzy oraz około 180 tysięcy cywilów. Zwyrodnialcy z SS (mówi się, że oddziały walczące z powstańcami składały się z najgorszych bandytów, jakich tylko wcielono do Wermachtu) w pierwszej kolejności mordowali resztki warszawskiej inteligencji, następnie fachowców, tak by zdewastowana stolica nigdy nie została odbudowana. O skali masakry świadczy również waga prochów ze skremowanych ciał ofiar powstania, która wyniosła 12 ton! 90% zabytków Warszawy obróciło się w pył, 72% zabudowy mieszkalnej przestało istnieć. To była cena za zabicie 10 tysięcy hitlerowców…
Oprócz tego, morale sięgnęły niemalże zera.
Ci, co wydali pierwszy rozkaz do walki
niech policzą teraz nasze trupy.

Niech pójdą przez ulice
których nie ma
przez miasto
którego nie ma
niech liczą przez tygodnie przez miesiące
niech liczą aż do śmierci

nasze trupy.

Tak o powstaniu pisała Anna Świrszczyńska, która czynnie brała udział w powstaniu.

Warszawa krwawi

Powstania warszawskiego ocenić jednoznacznie się nie da, a już na pewno nie może dokonać tego osoba, która nie przeżyła okupacji, nie wie czym jest piekło wojny. W rocznice pozostaje więc zaduma, nad losem starszych pokoleń i nad tym, co doprowadziło do największej tragedii XX wieku. Jednocześnie, od „Małych Powstańców” oraz od „zwykłych” żołnierzy, którzy gotowi byli oddać życie za wolność, możemy uczyć się prawdziwej definicji słowa „patriotyzm”.

Papież Franciszek na Jasnej Górze

IMG_3248
W drugi dzień wizyty w naszej Ojczyźnie, papież Franciszek odwiedził sanktuarium na Jasnej Górze. Jest to szczególne miejsce dla polskiego Kościoła i dla naszego narodu. W tym miejscu zostały złożone Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego napisane przez Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego, tu też odbyły się główne uroczystości 1000-lecia Chrztu Polski. W duchowej stolicy naszego kraju, jakim jest Jasna Góra, Ojciec Święty Franciszek odprawił Mszę Świętą, która była dziękczynieniem za 1050. rocznicę chrztu Polski.

IMG_3216
Po przybyciu do Częstochowy papież został przywitany m.in. przez metropolitę częstochowskiego abp. Wacława Depo, przewodniczącego episkopatu Stanisława Gądeckiego oraz przedstawicieli miejscowych władz. Następnie papież skierował się do Kaplicy Cudownego Obrazu, gdzie modlił się przed Ikoną Matki Bożej. Przykładem swoich poprzedników, św. Jana Pawła II i Benedykta XVI, również Ojciec Święty Franciszek złożył złota różę na ołtarzu.

IMG_3117
Papież został gorąco przyjęty przez wiernych. Przejechał papamobilem między sektorami, w których zgromadzeni byli uczestnicy spotkania, dla wielu było to dojmujące przeżycie, nie często można spotkać Biskupa Rzymu. Kilka tysięcy ludzi wypełniło jasnogórskie błonia, okoliczne parki oraz Aleje Najświętszej Maryi Panny, arterię wiodącą ku klasztorowi jasnogórskiemu, aby móc wraz z Ojcem Świętym pomodlić się i podziękować za 1050 lat chrześcijaństwa w naszym kraju. W Eucharystii uczestniczyli również przedstawiciele najwyższych władz Polski z prezydentem Andrzejem Dudą i premier Beatą Szydło na czele. Mszę Świętą koncelebrowali polscy biskupi oraz setki kapłanów. U boku papieża stali m.in. metropolita częstochowski abp Wacław Depo, prymas Polski abp Wojciech Polak oraz nuncjusz apostolski w Polsce Celestino Migliore. Na wstępie została odśpiewana najstarsza polska pieśń religijna Bogurodzica, co pięknie nawiązywało do dziękczynienia za 1050 lat chrześcijaństwa w Polsce.

IMG_3039
W homilii Ojciec Święty zaznaczył, że „Znamienne jest, że obecna rocznica chrztu waszego narodu zbiega się dokładnie z Jubileuszem Miłosierdzia” powiedział także: „Wasz naród pokonał na swej drodze wiele trudnych chwil w jedności. Niech Maryja (…) zaszczepi pragnienie wyjścia ponad krzywdy i rany przeszłości i stworzenia komunii ze wszystkimi”, życzył także zgromadzonym wiernym „działać w małości i w bliskości towarzyszyć, z prostym i otwartym sercem”.

IMG_3017
Papież otrzymał w prezencie krzyż wykonany z dębu pochodzącego z czasów Mieszka I, tak wiekowego, jak chrześcijaństwo w naszej Ojczyźnie.

Po Mszy Świętej papież odleciał śmigłowcem do Krakowa, gdzie spotkał się z młodzieżą, biorącą udział w Światowych Dniach Młodzieży.

Rocznica Bitwy pod Grunwaldem

miecze

15 lipca 1410 r. doszło do jednej z największych w średniowiecznej Europie bitew. Naprzeciwko siebie stanęły Zakon Krzyżacki oraz zjednoczone wojska Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego.

 

Siły wojsk rozkładały się niemalże jednakowo. Po stronie Krzyżackiej stało ok. 15-20 tysięcy konnych oraz ok. 6 tysięcy pieszych i artylerzystów, Jagiełło dysponował natomiast ok. 29 tysiącami rycerzy. Oprócz nieco większej ilości wojowników strona polsko-litewska miała przewagę dzięki… pogodzie. Armia zakonna stała w upale na otwartym polu, co wykorzystał Jagiełło, opóźniając starcie. Jego siły w tym samym czasie odpoczywały w lesie.

 

Dwa nagie miecze


Jeszcze przed samą bitwą, Wielki Mistrz, podarował Władysławowi Jagielle dwa nagie miecze. Jest to jeden z najsłynniejszych momentów, spopularyzowany dzięki Henrykowi Sienkiewiczowi. Chociaż, gest taki na Zachodzie nie uchodził za znieważający, to jednak polscy dowódcy uznali go za wyraz arogancji przeciwników.
Bitwa
Sam Władysław Jagiełło nie wziął udziału w walce, lecz kierował swoimi oddziałami z niewielkiego wzgórza. W południe ruszyły z prawego skrzydła chorągwie litewskie, wkrótce za nimi podążyło z centrum i lewego skrzydła rycerstwo polskie. A tak przebieg bitwy opisał w swych Rocznikach Jan Długosz: „Kiedy zaczęła rozbrzmiewać pobudka, całe wojsko królewskie zaśpiewało donośnym głosem pieśń Bogurodzica, a potem potrząsając kopiami rzuciło się na walczących. Pierwsze jednak poszło do starcia wojsko litewskie na rozkaz księcia Aleksandra nie znoszącego żadnej zwłoki”. Walka była zacięta, co w niezwykle plastyczny sposób podkreślił kronikarz: „Przy natarciu na siebie oddziałów łamiące się włócznie i uderzające o zbroje miecze wydawały tak głośny szczęk, jakby zwaliła się jakaś ogromna skała, tak że słyszeli go nawet ci, którzy byli oddaleni o kilka mil”. Szala zwycięstwa przechylała się to na jedną, to na drugą stronę. Wielki Mistrz Krzyżacki ponawiał szarżę za szarżą, chcąc złamać polskie oddziały. Podczas jednej z nich doszło do momentu krytycznego: „Ponieważ także Krzyżacy zabiegali z uporem o zwycięstwo, wielka chorągiew króla polskiego z białym orłem w herbie, którą niósł chorąży krakowski […] Marcin z Wrocimowic, pod naporem wrogów upadła na ziemie. Ale walczący pod nią najbardziej zaprawieni w bojach rycerze i weterani podnieśli ją natychmiast i umieścili na swoim miejscu, nie dopuszczając do jej zniszczenia”. W miarę przedłużających się walk Ulrich von Jungingen postanowił przegrupować swoje wojska i na czele 16 chorągwi przeprowadzić decydujące natarcie na polskie prawe skrzydło. Manewr okazał się jednak nieskuteczny. Przegrupowane chorągwie krzyżackie zostały otoczone i doszczętnie rozbite przez polskie wojsko. Na koniec jeszcze raz oddajmy głos Długoszowi, który tak opisał polskie zwycięstwo: „I chociaż wrogowie przez jakiś czas stawiali opór, w końcu jednak otoczeni zewsząd mnóstwem wojska królewskiego zostali wycięci w pień i niemal wszystkie oddziały walczące w szesnastu chorągwiach wyginęły lub dostały się do niewoli. Po rozbiciu w pył tego zastępu, w którym jak wiadomo zginął wielki mistrz Ulryk […] rycerze i panowie z wojska pruskiego podjęli odwrót. Król zaś polski i jego wojsko odnieśli późne i z trudem zdobyte, ale pełne i zdecydowane zwycięstwo”.

 

Zwycięstwo!

Wygrana bitwa rozpoczęła serię triumfów wojsk polskich, które ostatecznie doprowadziły do podpisania pokoju w Toruniu. Co więcej, można zaryzykować stwierdzenie, że dzięki tak spektakularnemu zwycięstwu, ród Jagiellonów stał się jednym z najważniejszych w ówczesnej Europie.

 

Wołyń i jego reperkusje.

1280px-Wołyń_1

Kuriozum – to pierwsze słowo, które przychodzi na myśl, gdy przyglądamy się obecnemu kultowi Bandery, jaki odrodził się na Ukrainie. To osoba, a może raczej trzeba byłoby powiedzieć bestia, która w imię „walki o wolność” porzuciła człowieczeństwo, zastępując je nienasyconą żądzą krwi… polskiej krwi.

11 lipca 1943 roku dochodzi do wydarzeń, które później historia nazwie „Krwawą Niedzielą” na Wołyniu. Ten dzień był punktem kulminacyjnym trwających od lutego tegoż roku morderczych ataków na Polaków mieszkających na Wołyniu, ataków dokonywanych przez ukraińskich nacjonalistów, wśród nich niechlubnie zapisała się swoją aktywnością i okrucieństwem Ukraińska Armia Powstańcza (UPA). Mordy na polskiej ludności cywilnej trwały aż do 1944 roku. Oddziały ukraińskie prowadzone przez Dmitra Klaczkiwskiego, dokonują mordu na prawie 100 tysiącach Polaków. Choć do tej pory ostateczna liczba zamordowanych Polaków nie została ustalona. W swoich morderczych poczynaniach ukraińscy nacjonaliści posuwali się do niewyobrażalnego okrucieństwa, bestialstwa jakiego nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Ze względu na zbyt drastyczne sceny nie będziemy tu przytaczać metod UPA.

Celem tego bestialstwa, i można to stwierdzić z całą stanowczością, był plan totalnej eksterminacji polskiej ludności, tak, by po wojnie ziemie wołyńskie stały się częścią ukraińskiej ziemi pozbawionej mniejszości narodowej (Polaków). Zresztą słowa pułkownika Klaczkiwskiego dosadnie obrazują nastawienie UPA: „Jeśli chodzi o sprawę polską, to nie jest to zagadnienie wojskowe, tylko mniejszościowe. Rozwiążemy je tak, jak Hitler sprawę żydowską”.

Nie możemy zapomnieć o Polakach zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów. Jest to zbrodnia ludobójstwa. Warto pamiętać, że stworzona przez Rafała Lemkina w 1945 roku definicja ludobójstwa była podstawą w czasie Procesu Norymberskiego. Niestety rząd naszego wschodniego sąsiada z wiadomych względów nie jest zainteresowany uznaniem Rzezi Wołyńskiej za ludobójstwo. Impas w tej sprawie najwidoczniej szybko się nie zakończy. Należy mieć jednak nadzieję, że historyczna prawda nigdy nie zostanie zapomniana, a dobra wola pozwoli budować dobre stosunki między oboma państwami mimo trudnej historii. Prawdziwa przyjaźń opiera się na wzajemnym szacunku, zrozumieniu, ale i uznaniu prawdy, choćby ta była trudna.

W dniu rocznicy „Krwawej Niedzieli” pragniemy zwrócić uwagę na historię naszej Ojczyzny. Nasi przodkowie wiele wycierpieli, wielu z nich zginęło z rąk bezdusznych oprawców. Nie możemy o ich ofierze zapomnieć, tylko poprzez pamięć, dążenie do poznania prawdy oraz jej głoszenie budujemy naszą wspólną

Zabić Ojca Świętego

635355726400593395

13 maja 1981r doszło do jednego z najtragiczniejszych wydarzeń we współczesnej historii Kościoła katolickiego. Podczas audiencji generalnej na placu św. Piotra w Rzymie o godzinie 17:19 w stronę papieża Jana Pawła II zostały oddane strzały.

Zamachowcem, którego celem było uśmiercenie papieża Polaka był pochodzący z Turcji Mehet Ali Agca. Kule trafiły Jana Pawła II w brzuch oraz rękę. Śledztwo przeprowadzone w tej sprawie wykazało, że zamachowiec mierzył w głowę papieża. W tym czasie Jan Paweł II schylił się wtedy do małej dziewczynki i wziął ją na ręce. Agca opóźnił oddanie strzału prawdopodobnie dlatego, że dziewczynka którą trzymał papież, lekko go przysłoniła, co uniemożliwiło zamachowcowi dokładne wycelowanie. Ranny papież osunął się w ramiona Stanisława Dziwisza, który pełnił wtedy rolę sekretarza. Po przewiezieniu do szpitala papieża Polaka poddano operacji która trwała sześć godzin. Niestety, rany wywołane przez kule sprawiły, iż papież nigdy do zdrowia nie powrócił.

To nie mogło być wyłącznie szczęście

Jan Paweł II wielokrotnie podkreślał, że swoje ocalenie zawdzięczał nie tylko szczęściu. Jak sam mówił Jedna ręka strzelała, a inna kierowała kulę. Wielu wiernych dostrzegło związek tych wydarzeń z pierwszym objawieniem fatimskim, które również miało miejsce 13 maja. Po tych wydarzeniach zmodernizowano pojazd którym poruszał się Biskup Rzymu między innymi poprzez odpowiednie jego opancerzenie. Warto zaznaczyć, iż po złapaniu i osadzeniu zamachowca Jan Paweł II spotkał się z nim w celi, wybaczając mu ten czyn.

 

Imperium Radzieckie kontratakuje

Istnieje wiele teorii na temat przyczyn zamachu. Ali Agca w czasie przesłuchać podawał wiele wzajemnie wykluczających się wersji. Do jednej z nich należał „ślad bułgarski”, który sugerował, ze udział w spisku brały służby specjalne Ludowej Republiki Bułgarii działające na zlecenie ZSRR. W tym czasie aresztowano również Sergieja Antonowa, którego jednak uniewinniono z powodu braku dowodów.

W 1985 roku w raporcie przygotowanym przez CIA znalazła się opinia, iż najprawdopodobniej to Związek Radziecki zlecił i zorganizował zamach. Okazało się jednak, iż śledztwo prowadzone przez amerykański wywiad mogło być ustawione, tak by skierować winę właśnie na ZSRR. Dochodzenie przeprowadzone przez dziennikarkę włoskiego czasopisma „La repubblica” dowodziło, iż za zamachem stała skrajna turecka organizacja terrorystyczna o nazwie „Szare Wilki”.

Do dziś nie wiadomo kto i dlaczego chciał targnąć się na życie papieża Polaka. Wiadomo jednak, że zamach ten nie doszedł do skutku i stał się świadectwem  działania boskiej opatrzności.

Św. Stanisław. Najbardziej wojowniczy z patronów Polski.

O urodzonym w Szczepanowie Stanisławie można pisać naprawdę wiele. Jego postawa przyczyniła się do zorganizowania od nowa metropolii gnieźnieńskiej. Podjął również działania, które miały na celu ukoronowanie Bolesława Szczodrego, który koniec końców skazał biskupa na śmierć…

Święty Stanisław jest głównym patronem Polski. O kanonizację biskupa męczennika zabiegało wiele osobistości średniowiecznej Polski m.in. biskup krakowski Iwo Odrowąż, św. Kinga i Bolesław V Wstydliwy. Stanisław został wyniesiony na ołtarze 8 września 1253 r. przez papieża Innocentego IV. Jego wspomnienie w Kościele obchodzone jest 11 kwietnia, w dniu śmierci męczennika. Jednak w Polsce Uroczystość św. Stanisława przypada 8 maja (podniesienie relikwii w Polsce). W tym roku, z uwagi na Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, jaka wypadła w niedzielę 8 maja, Uroczystość św. Stanisława obchodzimy 9 maja.

Historycy nadal toczą batalię o ustalenie daty narodzin św. Stanisława. Zgodnie z tradycją przyjmuje się, iż przyszedł on na świat w 1030 r. w miejscowości Szczepanów. Rodzicom przyszłego biskupa zależało, aby syn uzyskał dobre wykształcenie. Wysłali go zatem do gnieźnieńskiej szkoły katedralnej, a następnie do Francji lub Belgii. Stanisław zasłynął jako kaznodzieja oraz misjonarz Małopolski. Pracował również w kancelarii biskupa krakowskiego Lamberta, który dostrzegając potencjał w młodym Stanisławie, uczynił go swoim następcą. Po śmierci Lamberta został ordynariuszem diecezji, a w 1072 r. za zgodą księcia Bolesława Szczodrego został konsekrowany na biskupa krakowskiego.

Biskup jak się patrzy

Okres posługi biskupiej Stanisława zaliczany jest do najświetniejszych za panowania dynastii Piastów. Stanisławowi udało się sprowadzić legatów rzymskich, którzy pomagali przy tworzeniu struktur Kościoła katolickiego w Polsce. Niewątpliwe największym sukcesem biskupa było zorganizowanie od nowa metropolii gnieźnieńskiej. Dzięki temu zabiegowi ustały bowiem pretensje metropolii magdeburskiej do zwierzchnictwa nad diecezjami polskimi. Święty Stanisław wspierał także Bolesława Szczodrego w jego staraniach o koronę w 1075 r.  Biskup krakowski bardzo czynnie włączał się w proces ewangelizacji ziem polskich. Wspierał powstawanie i umacnianie klasztorów benedyktyńskich.

Śmierć jak kromka chleba…

Kilka lat po lobbowaniu na rzecz koronowania Bolesława Szczodrego biskup popadł w konflikt z królem. Powody waśni do dziś owiane są tajemnicą. Według przekazu Galla Anonima, król skazał Stanisława na śmierć z powodu zdrady. Niektóre źródła wskazują, że biskup wspierał swoją działalnością możnowładców, którzy dążyli do zdetronizowania Bolesława Szczodrego. Przekaz, który najsilniej umocnił się w tradycji, podaje, iż Stanisław upominał króla za niewłaściwe postępowanie wobec poddanych oraz za publiczne prowokowanie do zgorszenia. W kronikach Mistrza Wincentego, możemy odnaleźć informację o tym, iż biskup groził Bolesławowi klątwą oraz ekskomuniką. Ostatecznie konflikt zakończył się… Męczeńską śmiercią biskupa Stanisława.

Silny za życia, niezniszczalny po śmierci

Kult św. Stanisława rozpoczął się w momencie przeniesienia jego relikwii w 1088 r. do katedry krakowskiej. W późniejszym czasie powstała nawet legenda łącząca rozbicie dzielnicowe z rozczłonkowaniem ciała biskupa. Rozbicie dzielnicowe państwa polskiego miało być karą za czyn świętokradczy, bowiem za taki uważano zamordowanie biskupa. Wierni przez wiele lat oczekiwali cudu zjednoczenia państwowego, który miał się dokonać za wstawiennictwem św. Stanisława, jako patrona zjednoczenia. Ostatecznie ziemie polskie zostały złączone przez Władysława Łokietka w 1320 r.

Dzień św. Filipa Apostoła

Filip

Słów dobrych kilka na dzień św. Filipa Apostoła

W Polsce 6 maja obchodzimy wspomnienie św. Filipa Apostoła. Ten pochodzący z Betsaidy uczeń Chrystusa jest patronem wielu zawodów m.in. cukierników. Chcielibyśmy zatem bliżej przedstawić Wam tę postać.

Św. Filip był jednym z dwunastu apostołów Jezusa. Uważa się, że ów uczeń był żonaty, a także posiadał kilka córek, o czym za Klemensem Aleksandryjskim wspomniał Euzebiusz, pierwszy historyk Kościoła. Początkowe lata swojego życia św. Filip spędził w Betsaidzie. Ewangelia wg św. Jana wspomina, iż Filip zanim zdecydował się podążać za Chrystusem, był uczniem Jana Chrzciciela. Przyjaźnił się także ze św. Andrzejem. W Piśmie Świętym patron naszego wydawnictwa wymieniany jest jako piąty wśród apostołów. To on przyprowadził do Jezusa św. Bartłomieja.
Losy św. Filipa Apostoła po wniebowstąpieniu Jezusa nie są do końca pewne. Zgodnie z Historią Kościelną spisaną przez Euzebiusza z Cezarei zmarł on w Hierapolis (ok. 80 roku po Chrystusie). Wiadomym jest, iż apostoł poniósł śmierć męczeńską, jednakże okoliczności jego męczeństwa także nie są do końca znane. Niektóre źródła podają, iż św. Filip został powieszony na słupie. Inne relacje wspominają o ukrzyżowaniu lub o ukamienowaniu świętego.  Według tradycji wschodniej św. Filip głosił Ewangelię w krainie Partów, Grecji, Scytii, Lidii, Frygii oraz Azocie.

Tak rodzi się legenda

Kult apostoła rozwijał się dzięki bogatym pracom hagiograficznym. W Rzymie kult św. Filipa Apostoła zainicjowało sprowadzenie w VI wieku relikwii jego oraz św. Jakuba Młodszego. Zostały one umieszczone w bazylice 12 apostołów wzniesionej w czasach trwania pontyfikatu papieży Pelagiusza I oraz Jana III.

3 maja – dzień, w którym uchwalono światły dokument

Konstytucja_3_MajaDziś 3 maja – świętujemy uchwalenie pierwszej nowożytnej konstytucji w Europie. Mimo że wielu historyków twierdzi, iż nasz kraj był drugi po Kostaryce, to jednak oficjalnie to właśnie Polska w 1791 roku była pierwsza, a druga na świecie po Stanach Zjednoczonych. 255 lat temu król Stanisław Augusta Poniatowski w katedrze św. Jana zaprzysiągł jeden z najbardziej światłych dokumentów w naszej historii.

Uroczyste obchody tego święta będą odbywać się w zasadzie w całym kraju, zaś dzień ten jest oficjalnie wolny od pracy. Warto wiedzieć, że za święto uznano go już 5 maja 1791 roku, czyli dwa dni po uchwaleniu konstytucji.

3 maja to także święto w Kościele katolickim w Polsce. To właśnie dzisiaj obchodzona jest liturgiczna uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. roku Episkopat Polski przekazał do Stolicy Apostolskiej swoją prośbę, aby wprowadzić święta „Królowej Polski” W 1920 r. papież Benedykt XV przychylił się do prośby, zaś za dzień święta wybrano 3 maja – co miało podkreślić jego łączność z Sejmem Czteroletnim i konstytucją.