Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”

63-36599_g

Hieronim Dekutowski, jego pseudonimy to m.in. „Zapora”, „Odra”, „Reżu”. Urodził się 24 września 1918 roku w Dzikowie. Jego najstarszy brat zginął w wojnie polsko-bolszewickiej, stając się przykładem patriotyzmu i bohaterstwa dla Hieronima. „Zapora” należał do harcerstwa oraz Sodalicji Mariańskiej. Plany podjęcia studiów we Lwowie, które snuł, przerwała niemiecka i sowiecka agresja na Polskę w 1939 roku. Po kampanii wrześniowej z Lwowa dostał się na Węgry, gdzie został internowany. Po ucieczce z obozu przedostał się na Zachód. We Francji wstąpił do Armii Polskiej. Po kapitulacji Francuzów udał się do Wielkiej Brytanii. Tu przeszedł szkolenie w organizacji cichociemnych głównie z zakresu dywersji oraz szkolenie spadochronowe. 4 marca 1943 roku złożył przysięgę jako cichociemny. We wrześniu 1943 roku został przerzucony do okupowanej Polski. Otrzymał przydział do Kedywu (wydzielony pion AK zajmujący się dywersją) Okręgu AK „Lublin”. Przeprowadził wiele akcji mających na celu likwidację konfidentów oraz ochronę ludności Zamojszczyzny, walczył z wojskami niemieckimi i niemieckimi osadnikami, tępił bandytyzm. Uratował również wielu ściganych przez Niemców Żydów, ukrywając ich w leśnych ostępach. Ze swoim oddziałem ruszył na pomoc powstańcom warszawskim, lecz po nieudanej próbie przekroczenia Wisły zmuszony został do rozwiązania oddziału.
Dekutowski podjął w styczniu 1945 roku konspiracyjną działalność wymierzoną przeciwko bolszewikom. W odwecie za zamordowanie przez komendanta posterunku MO w Chodlu czterech byłych żołnierzy Dekutowskiego, „Zapora” zaatakował i zdobył ten posterunek. Komendantem owego posterunku był ponoć uratowany wcześniej przez niego Żyd. Po tym wydarzeniu „Zapora” objął dowództwo nad grupą dywersyjną. Prowadził akcje zbrojne przeciwko funkcjonariuszom NKWD, MO i UB terroryzującym okoliczną ludność oraz przeciwko działaczom i aparatczykom komunistycznym.
Milicjanci oraz funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa, wprowadzając komunistyczną władzę, zwalczali struktury niepodległościowe oraz wyłapywali byłych AK-owców. Dekutowski już w 1945 roku zgromadził wokół siebie oddział ponad 300 żołnierzy. Również rozszerzył zakres działań na Rzeszowszczyznę i Kielecczyznę.

Trudna szkoła – lekcja z 17 września 1939 roku

Jeńcy1
Historia Polski obfituje w wydarzenia wzniosłe, napawające nas dumą, ale również tragiczne, które przywołują smutek i łzy. Niestety, wiele z tych wydarzeń umyka nam ze świadomości, dlatego tak ważne jest, abyśmy pielęgnowali naszą pamięć historyczną. Dzisiejsza data skłania nas do tego, by zajrzeć do książek i dokumentów. Nie bez powodu mówi się o historii, że jest nauczycielką życia, pewnych udzielonych przez nią lekcji nie powinniśmy zapominać… A jaki morał wypływa z lekcji z dnia 17 września 1939 roku?

Zanim przejdziemy do wydarzeń, które miały miejsce w połowie września 1939 roku, cofnijmy się jeszcze bardziej w przeszłość, do roku 1932. Wówczas Rzeczypospolita Polska zawarła układ o nieagresji ze Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich. Układ ten zawarty początkowo na trzy lata, w 1934 roku został przedłużony i miał trwać do roku 1945. Od natłoku tych dat można dostać zadyszki, ale ważne jest dla nas, abyśmy sobie uzmysłowili, że ZSRR na mocy zawartych umów międzynarodowych zobowiązało się do poszanowania wolności państwa polskiego.

Co możemy powiedzieć o ludziach, którzy nie dotrzymują zawartych umów albo swobodnie odwołują raz dane słowo? Zapewne nic dobrego, a niejeden bardziej krewki człowiek mógłby w stronę takich osobników rzucić wiele epitetów, również tych, które mają na bakier z cenzurą. To samo można pewnie rzec o państwie, które honor schowało głęboko do kieszeni wojskowego płaszcza i łamie zawarte traktaty. Pomimo obowiązującego w 1939 roku układu o nieagresji z Polską, Armia Czerwona przekroczyła naszą wschodnią granicę. Cynizm Moskwy uwidocznił się w argumentacji. Rosjanie wkroczyli do Polski pod pretekstem pomocy ludności Ukrainy i Białorusi. Czerwonoarmiści na zajętych terenach poddali jeńców wojennych oraz ludność cywilną represjom, co wzbudza wątpliwość względem rzekomych intencji ich bratniej pomocy… Rosjanie wyciągnęli rękę w stronę ludności, tylko że w tej ręce znajdował się karabin z bagnetem. Któż chciałby takiej pomocy?…

Napaść ZSRR na Polskę była uzgodniona z drugim agresorem, III Rzeszą. Na mocy postanowień traktatu Ribbentrop-Mołotow oba te systemy totalitarne podzieliły między siebie strefy wpływów w Polsce. Raz jeszcze w dziejach nasza ojczyzna znalazła się w kleszczach agresywnych sąsiadów. A pomoc naszych sojuszników z Zachodu była dalece niewystarczająca…

Wnioski z tej lekcji historii niech każdy wyciągnie samodzielnie.

W drodze do świętości – św. Barnaba

St-barnabé-veronese-rouen
O ileż to kamieni poraniliśmy nasze stopy, ileż razy palec rozbiliśmy o wystające z ziemi korzenie? Trudne i wyboiste są nasze drogi życiowe, a w dodatku musimy wybrać, którą ścieżką pójść. Przed takim dylematem stanął Józef, Żyd mieszkający na Cyprze. Znamy go pod imieniem Barnaba. Dobrze się mu powodziło i pewnie dożyłby starości we względnym dostatku. Ale czy w życiu liczy się wegetacja, bylejakość, życie dla życia, bo tak wypada?… Barnabie to nie wystarczało. Gdy poznał naukę Chrystusa, postanowił poświęcić się temu, co jest najważniejsze, co daje mu szczęście. Sprzedał pole, a uzyskane w ten sposób pieniądze przekazał Apostołom. Zmienił wszystko, radykalnie odciął się od dawnego życia i w ten sposób wkroczył w Dzieje Apostolskie.

Ścieżka, którą kroczył Barnaba, zbiegła się z życiową drogą innego radykalnie nawróconego człowieka, św. Pawła. Barnaba jako jedyny zaufał Pawłowi. A o zaufanie nie było łatwo. Przed nawróceniem Paweł (wówczas Szaweł z Tarsu) budził w chrześcijanach strach. Pałał do nich czystą nienawiścią, tropił ich niczym pies gończy, który zwietrzy posokę. To on był obecny przy ukamienowaniu św. Szczepana, to on zmierzał do Damaszku w celu wyłapania tamtejszych chrześcijan. W tej drodze doznał wizji, która wszystko zmieniła. Otworzyły się mu oczy i ujrzał drogę, którą powinien kroczyć. Wielkim aktem odwagi św. Barnaby było uwierzenie zapewnieniom Pawła i wprowadzenie go, niedawnego wroga chrześcijan, do wspólnoty Kościoła.

Razem dokonali wielkiego dzieła. Ewangelizowali pogan. Wielu z nich dzięki Barnabie i Pawłowi wkroczyło na właściwe ścieżki. W pierwszą misję ewangelizacyjną udali się oni na Cypr i do Azji Mniejszej. W podróż zabrali Jana zwanego Markiem (przyszłego Marka Ewangelistę).

Barnaba po raz wtóry powrócił na Cypr. Była to ostatnia jego podróż, w dodatku usłana kamieniami. Tu w 61 roku poniósł śmierć męczeńską poprzez ukamienowanie. I można byłoby w tym miejscu postawić kropkę, jak zwykle się to robi, gdy życie dobiega kresu. Bo cóż można napisać, gdy człek doszedł do kresu swej drogi? A koniec Barnaby z pewnością był bolesny. Czy przyciśnięty stertą kamieni, zastanawiał się nad swoim wyborem? Czy liczył w myślach pieniądze, które uzyskał ze sprzedaży pola, a które przekazał Apostołom? Czy rozpamiętywał każdy siniak i ranę na jego ciele, które pojawiały się od uderzenia kamieniami? Sądzę, że nie! Jego wiara była niezłomna, wszak nie ugiął się przed oprawcami. Wiedział, że wybrał dobrze, wszak kroczył w kierunku, który sam wybrał.

Król, królowa i dwa nagie miecze

Jadwiga_by_Bacciarelli

Wiele bajek opowiada o księżniczkach zamkniętych w wysokiej wieży, czekających z utęsknieniem na rycerza, który wybawiłby je z opresji. Historie te kończą się zazwyczaj tak samo: po oswobodzeniu pięknej białogłowy rycerz i księżniczka żyją długo i szczęśliwie. Jakże sielskie wydaje się życie księżniczek… Czekają czas jakiś w zamknięciu, jak gdyby dorastały do poznania miłości swojego życia, pięknego księcia, który rumaka ma rączego, zbroję błyszczącą, a pewnie i miecz sporawej długości. A na pewno biegle włada swoim potężnym orężem. Ale to tylko bajki. Prawda nie wyglądała tak cukierkowo. Weźmy za przykład jedną z najwybitniejszych naszych monarchiń, królową Polski, Jadwigę.

Niewiele wiemy o najwcześniejszych latach jej dzieciństwa. Urodziła się prawdopodobnie w 1374 roku, choć niektóre źródła podają rok 1373. Była córką króla Węgier i Polski Ludwika Andegaweńskiego. Już w 1378 roku Jadwigę zaręczono z ośmioletnim wówczas Wilhelmem Habsburgiem. Wydarzeniu temu towarzyszyła uroczysta ceremonia. Taka praktyka może się wydawać dla nas co najmniej dziwna, ale w średniowiecznej Europie była często stosowana. Szczególnie w przypadku aranżowanych ślubów rodzin królewskich tak wczesne zaręczyny stanowiły normę. Zgodnie z przyjętą tradycją narzeczeni mieli zawrzeć ślub i skonsumować swój związek po uzyskaniu wieku dojrzałości, co w średniowiecznych standardach wynosiło 12 lat dla kobiety i 14 lat dla mężczyzny.

Do ślubu Jadwigi z Habsburgiem jednak nie doszło. Czy to Jadwiga podała czarną polewkę kandydatowi do jej ręki? Nic podobnego, choć polewka była. Podali ją polscy możni, którzy obrali Jadwigę królem Polski. Tak, królem, a nie królową! W średniowieczu gender i poprawność polityczna nie funkcjonowały. Król znaczył więcej niż królowa, toteż Jadwiga królem została. Gdy objęła tron polski, problemem stało się jej aranżowane małżeństwo z Habsburgiem. Polacy obawiali się tego Austriaka. Dostrzegli lepszego kandydata do ręki królowej (i korony!), może nie z perspektywy Jadwigi, ale na pewno lepszego dla państwa. No cóż, monarchini musiała poświęcić swoje szczęście osobiste dla dobra kraju. Ale czy z Wilhelmem byłaby szczęśliwa? Tego nie wiadomo. Ponoć na wieść o nowym kandydacie do jej ręki, młodziutka królowa miała próbować wyrąbać toporem bramę wawelską, aby uciec przed ożenkiem i rzucić się w objęcia Wilhelma. Nic nie wiemy o jego rumaku ani o sprawnościach szermierczych, możemy jedynie przypuszczać, że miecz miał sporawy, a i pewnie wytworny, wypróbowany na niejednym ciele, ale to tylko przypuszczenia. Więc czy na pewno Jadwiga aż taką namiętnością pałała do Austriaka, aby toporem torować sobie drogę do niego? Można w to powątpiewać. Wilhelm natomiast do śmierci Jadwigi nie pojął innej żony, dopiero jak Królowa zmarła ożenił się z Joanną, przyszłą królową Neapolu. Ale czy zwlekał z małżeństwem z powodu miłości do Jadwigi, czy z wyrachowania, licząc na objęcie korony Polski, tego nie wiemy. Możemy powątpiewać, czy w sercu tego cwanego Austriaka dziecięca miłość paliła się prawdziwym żarem. Więc raczej z tego związku miłości by nie było, tylko czysty interes.

Kim miał być nowy wybranek Jadwigi? Srogi Litwin, dużo starszy od młodziutkiej królowej. Na imię było mu Władysław Jagiełło. Ta wytworna Węgierka pewnie łamała sobie język wypowiadając jego imię. Dzieliło ich prawie wszystko. On pochodził z dzikiego kraju, ona z centrum kulturalnego ówczesnej Europy, on poganin, który niedawno nawrócił się na chrześcijaństwo, ona żarliwa chrześcijanka, on surowy w obejściu, ona wytworna dama… Różnic można by mnożyć. Pewnie dlatego wielu historyków usiłuje unieszczęśliwić Jadwigę w tym związku. Ale chyba pożycie nie układało się aż tak źle. No i Władysław nie był tak straszny jak go niektórzy malowali. Przez nieżyczliwych mu dworzan z otoczenia królowej przyrównywany był do niedźwiedzia, mawiali oni, że cały porośnięty jest gęstym włosiem… A to chyba najdelikatniejszy z zarzutów, który miał zdyskredytować Jagiełłę w oczach Jadwigi.

Jadwigę i Władysława połączyła racja stanu, a nie miłość, jaka zwykle rozpala się wielkim płomieniem pomiędzy bajkowymi księciem i księżniczką. Można powiedzieć, że ich małżeństwo było interesem korzystnym dla Polski i Litwy. A czy małżonkowie byli szczęśliwi? Trudno to stwierdzić, ale z całą pewnością pożycie układało się im poprawnie, skoro Jadwiga zaszła w ciążę. Niestety ten najradośniejszy moment w życiu rodziców, jakim są narodziny dziecka, przerodził się w osobisty dramat Jadwigi i Władysława. Tuż po porodzie zmarła ich córka, a w kilka dni później odeszła z tego świata królowa Jadwiga. Jagiełło przywdział żałobę.

Życie Jadwigi w niczym nie przypominało żywota bajkowych księżniczek: rycerz nie taki, jakiego można sobie wymarzyć, miecz pewnie poszczerbiony miał, wszak brał udział w niejednym podboju, życie królowej zbyt krótkie i tragicznie zakończone. Ale jednak jej żywot miał wielkie znaczenie. Po jej śmierci lud otoczył ją kultem, a w 1997 roku Jan Paweł II kanonizował ją. Święta Jadwiga jest patronką Polski i apostołką Litwy.