Dziś Świętują Żołnierze

IRAQI FREEDOM

15 sierpnia to nie tylko uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, ale również Święto Wojska Polskiego. Obchodzimy je co roku od 1992 r., ale historycznie nawiązuje do II RP, bowiem obchodzone jest na pamiątkę zwycięskiej Bitwy Warszawskiej, popularnie nazywanej „Cudem nad Wisłą”, do której doszło podczas wojny polsko-bolszewickiej. Obchody tej uroczystości sięgają czasów dwudziestolecia międzywojennego, a ustanowił ją ówczesny Minister Spraw Wojskowych generał broni Stanisław Szeptycki w 1923 r. Uroczystość nosiła wówczas nazwę Święto Żołnierza. Warto podkreślić, iż nigdy nie zostało ono odwołane równorzędnym lub wyższym aktem. Nawet w trakcie II wojny światowej nie przerwano kultywowania tego święta. Dopiero rząd komunistyczny w 1947 r., z oczywistych względów, zaniechał obchodów. Zostało ono zastąpione Dniem Wojska Polskiego, który był kultywowany 12 października. W ten sposób próbowano upamiętnić chrzest bojowy 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki pod Lenino.

Przez trzy lata po upadku komunizmu w Polsce, a więc do 1992 r. święto celebrowane było 3 maja, w rocznicę uchwalenia pierwszej polskiej konstytucji. Dopiero ustawa sejmowa z 30 lipca 1992 r. przywróciła obchody Święta Wojska Polskiego na 15 sierpnia, nawiązując do tradycji II RP. Tegoż roku po raz pierwszy odbyły się centralne uroczystości przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie.

A dlaczego akurat ta data? W historii Polski nie brakuje chwalebnych zwycięstw, zatem dlaczego dzień pokonania bolszewików pod Warszawą w 1920 r. zasłużył na miano takiego wyróżnienia? Dlaczego nie choćby 15 lipca, kiedy to wojsko polskie rozgromiło Krzyżaków pod Grunwaldem? Trzeba nam sobie uświadomić, że pamiętnego 15 sierpnia 1920 r., kiedy polscy żołnierze odparli nawałę bolszewicką, nie obronili tylko granic II RP, które Polska z poświęceniem tylu setek tysięcy patriotów odzyskała w 1918 r. po 123 latach zaborów. Obronili oni całą Europę Zachodnią przed komunistyczną rewolucją, bowiem pewnym jest, że zakusy Rosji na Polsce by się nie zakończyły. Zdaniem Edgara D’Abernon Bitwa Warszawska była 18. z listy przełomowych bitew w historii świata, czyli takich, których odwrotny przebieg zasadniczo zmieniłby bieg historii naszego globu. Według brytyjskiego dyplomaty polscy żołnierze zatrzymali ekspansję bolszewickiej rewolucji na demokratyczną Europę, a wiemy jak wiele ofiar komunistycznego terroru ta rewolucja pochłonęła.

Dlatego dziś, obchodząc Święto Wojska Polskiego, pamiętajmy i przekazujmy tę pamięć innym, jak wiele my i cala Europa zawdzięczamy poświęceniu polskich żołnierzy.

Uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

Reni,_Guido_-_Himmelfahrt_Mariae_-_1642

15 sierpnia w Kościele katolickim obchodzona jest uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Dzień ten związany jest z dogmatem, który został ogłoszony w konstytucji apostolskiej Munificentissimus Deus w 1950 r. przez papieża Piusa XII. Dogmat ten stwierdza, iż Maryja po zakończeniu swojego ziemskiego egzystowania została wraz z ciałem i duszą wzięta do wiecznej chwały.

Obchody związane z tą uroczystością przybierają bardzo podniosłą formę. W Polsce największe celebracje mają miejsce w Kalwarii Zebrzydowskiej, gdzie odbywają się inscenizacje Zaśnięcia Matki Bożej oraz jej Wniebowzięcia, a także na Jasnej Górze. Częstochowski klasztor, w okresie święta, odwiedzany jest przez miliony pielgrzymów z całego świata. W tym czasie odbywają się uroczyste Msze Święte, w trakcie których pątnicy mogą uzyskać odpust zupełny. Sierpniowe pielgrzymki na Jasną Górę wpisały się na stałe w polską tradycję, a przybywający do Częstochowy pątnicy dodają kolorytu Duchowej Stolicy Polski.

W Polsce uroczystość Wniebowzięcia NMP, nazywane jest również świętem Matki Bożej Zielnej.  Wynika to z faktu, iż Maryję czci się jako patronkę ziemi i jej bujnej roślinności. W wielu regionach naszego kraju Wniebowzięcie w naturalny sposób łączy się z dożynkami. W ten sposób rolnicy wyrażają wdzięczność za obfitość ziemi oraz modlą się o przyszły urodzaj.

Kontrowersje

Oddawanie czci Matce Bożej jest charakterystyczne dla katolików. Na święto Wniebowzięcia zupełnie inaczej patrzą przedstawiciele innych odłamów chrześcijaństwa. Protestanci bojkotują dogmat o Wniebowzięciu, argumentując to faktem, iż w Piśmie Świętym nie ma żadnej wzmianki o takim wydarzeniu. Teologia katolicka broni się jednak przed tymi zarzutami. Odrzuca argumenty protestantów, powołując się na wiele ksiąg liturgicznych, które powstając jeszcze w czasach starożytnych, wspominają o „Zaśnięciu” Maryi, a czasem mówią wprost o jej Wniebowzięciu. Istotnym faktem jest również to, że do tej pory nie udało się odnaleźć grobu Matki Bożej.

 

Pożegnanie kardynała Franciszka Macharskiego

Cardinal_Franciszek_Macharski,_Archbishop_Emeritus_of_Kraków

Dziś o godzinie 11 w katedrze na Wawelu rozpoczął się pogrzeb zmarłego w środę kardynała Franciszka Macharskiego. Bez cienia wątpliwości był to wielki człowiek o jeszcze większym sercu, choć sam o sobie pewnie by tak nie powiedział. Miał 89 lat.
Zawsze blisko ludzi, zawsze w chwili, gdy potrzebowali jego wsparcia. Był z nimi podczas „Białego Marszu” w Krakowie, kiedy to wierni modlili się w intencji rannego w zamachu św. Jana Pawła II. Był także pod „oknem papieskim” na Franciszkańskiej 3 i razem ze zgromadzonymi tam ludźmi kilka dni trwał na modlitwie tuż przed i po śmierci Papieża-Polaka. Dopiero po roku przyznał, że 2 kwietnia 2005 r. mijało dokładnie 55 lat od daty jego święceń kapłańskich. Świadczy to o jego niezwykłej skromności i wyczuciu chwili, wiedział, że wtedy, tego pamiętnego 2 kwietnia 2005 r., wydarzyło się coś bez mała ważniejszego.

 

Wielu podkreśla dużą skromność i łagodność tego wybitnego hierarchy, nie bez przyczyny odznaczonego Orderem Uśmiechu. Franciszek Macharski żył zgodnie ze swoją kardynalską maksymą: Jesu, in Te confido (Jezu, ufam Tobie). Dobro, które kardynał nosił w sobie było niemalże namacalne. We wspomnieniach przyjaciół, jawi się on jako modelowy przykład pasterza, któremu los bliźnich nigdy nie był obojętny. Był wielką postacią. Odszedł kawałek mojego świata.– mówił o Macharskim Edward Nowak, jeden z liderów opozycji nowohuckiej z czasów PRL. Józefa Hennelowa, publicystka „Tygodnika Powszechnego”, po śmierci kardynała wspominała: Mam poczucie straty, ale jednocześnie wielkiej wdzięczności.  Jednocześnie podkreślała istotną rolę jaką Franciszek Macharski odegrał w tworzeniu środowiska jej tygodnika.
Był wielkim przyjacielem Karola Wojtyły / św. Jana Pawła II. Urząd metropolity krakowskiego sprawował w latach 1979-2005. Właśnie z rąk Ojca Świętego otrzymał w 1979 roku najpierw sakrę biskupią, a potem nominację kardynalską.
Kardynał Macharski był m.in. wiceprzewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski (1979-1994) oraz przewodniczącym Komisji ds. Nauki Katolickiej i Komisji ds. Apostolstwa Świeckich. Udzielał się w pracach m.in. watykańskich kongregacji ds. Biskupów, ds. Duchowieństwa, ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego oraz ds. Wychowania Katolickiego.

W związku z podeszłym wiekiem, w 2005 r. przeszedł na emeryturę, choć nigdy nie przestał wspierać Kościoła i wiernych. Pomimo tego, że nigdy w sposób otwarty nie angażował się w politykę, zawsze wspierał słuszną sprawę swoim autorytetem tak, jak np. pomoc, której udzielał ludziom „Solidarności” w latach 80. XX w. W dobie stanu wojennego wspierał internowanych działaczy opozycyjnych i ich rodziny w ramach Arcybiskupiego Komitetu Pomocy Więźniom i Internowanym. Działał po swojemu, po cichu pomagał prześladowanym działaczom i duszpasterzom. To m.in. dzięki jego wysiłkom władze komunistyczne złagodziły rygor stanu wojennego.

Wielu podkreśla jego niezwykłą wrażliwość na ludzkie cierpienie, choroby, poniżenie, biedę. Przyczynił się do reaktywowania w 1990 r. i rozbudowy Caritas Archidiecezji Krakowskiej. Wspierał budowę domów samotnej matki, rodzinnych domów dziecka, poradni psychologicznych czy schronisk dla bezdomnych.

W czwartek, 28 lipca, kard. Macharskiego odwiedził papież Franciszek, goszczący w Polsce w związku ze Światowymi Dniami Młodzieży. Było to swoiste pożegnanie Kardynała.
Kard. Macharski zmarł 2 sierpnia w szpitalu, gdzie przebywał na leczeniu, po upadku i utracie przytomności, które zdarzyły się w jego mieszkaniu.

 

 

O Powstaniu Warszawskim

powstanie-Warszawskie-SFINKS

 

Ekstaza wolności napełnia serca, przyspiesza oddech w płucach, wzbiera w ulicach. To nic, że domy płoną, że szeregi ludzi z tobołami na plecach i w łachmanach uciekają z Woli, Czerniakowa, Górnego Mokotowa, Powiśla. Wielkie, zapamiętałe odprężenie prostuje grzbiety. Można znieść wszystko, byle strącić z karków nieznośny ciężar, byle nareszcie być sobą. Tego szczęścia nie pojmie nikt, kto go nie doznawał. Na skrawku ziemi długości i szerokości paru kilometrów, natłoczonym ludźmi, podminowanym nastrojami piwnicznymi, rozkrojonym na kilka osobnych, odciętych od siebie obozów warownych otoczonych zewsząd, burzonych nieuchronnie bombami, znajdującym się już od pierwszych dni w sytuacji strategicznie beznadziejnej – ta wciąż płonąca świadomość: jesteśmy wolni!

Jerzy Braun o pierwszych dniach powstania.

Jak co roku, gdy przychodzi rocznica powstania warszawskiego rozbrzmiewa dyskusja o jego sens. Jednak w przeciwieństwie do innych rozważań dotyczących działań wojennych, te o powstaniu wydają się być niezwykle trudne. Trudności te wynikają głównie z konfliktu racjonalizmu, w który wplecione zostają olbrzymie emocje. Bowiem, gdy spojrzymy wyłącznie na liczby, to nawet cywil nie mający większego pojęcia o prowadzeniu akcji militarnych dostrzeże, w jak trudnej sytuacji znajdowali się powstańcy. Dlaczego jednak zdecydowali się, aby sięgnąć za broń? Wielu powstańców w swoich wypowiedziach podkreśla, iż śmierć w obliczu niemieckiej niewoli stała się im obojętna, bowiem dość już mieli nazistowskiej tyranii.

Decyzja niejednomyślna

W ogólnym przekazie medialnym przez wiele lat propagowana była wizja powstania warszawskiego jako zbiorowego aktu męstwa i odwagi, w których każdy chwytał za broń i szedł strzelać do oprawców. Pomijana jest jednak kwestia, iż na starcie samego powstania żołnierze mieli jedynie około 7 tyś. sztuk broni palnej, a wielu (szczególnie tych zrzeszonych w NSZ) było nastawionych do walki raczej sceptycznie. Podobnie sprawa się miała w samym sztabie. Mimo, że gen. „Bór” Komorowski wraz z gen. Antonim Chruścielem ps „Monter” byli gorącymi orędownikami walki zbrojnej, to jednak gen. Kazimierz Sosnkowski, który po śmierci gen. Władysława Sikorskiego, pełnił rolę Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych, był przeciwny takiemu rozwiązaniu. Niektóre relacje wskazują nawet, że Sosnkowski wydał zakaz rozpoczęcia walk, rozkaz ten jednak zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach.
Niewątpliwie sztab „Bora” Komorowskiego wykorzystał propowstańcze nastoje społeczne, jakie nasilały się od lipca 1944 r. Informacje o cofających się i regularnie rozbijanych oddziałach SS wlały w społeczność warszawską nadzieję, że bestialska okupacja wkrótce dobiegnie końca. Nikt jednak nie chciał czekać. Żołnierze noszący w głowach i sercach ogrom krzywd, jakich doznali obywatele Polski, spragnieni byli walki. Powstanie dla nich to miała być okazja, by dać symbol światu, że początek Mazurka Dąbrowskiego: „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy” to nie tylko pusty frazes z pieśni legionów, ale faktyczne odzwierciedlenie tego, co można nazwać „Polskością”.

Okrutne liczby w starciu z męstwem

Janusz Brochwicz-Lewiński ps „Gryf” w czasie powstania warszawskiego walczył w szeregach Batalionu „Parasol”. Tak mówił w jednym z wywiadów: Czekaliśmy na powstanie jak na zbawienie, chcieliśmy bardzo mieć wolny kraj, po latach upokorzeń, morderstw i krzywd od okupanta chcieliśmy wolnej Polski, wierzyliśmy głęboko, że nam się uda, że to jest możliwe. Po prostu wszyscy rwaliśmy się do walki. Byliśmy pewni, że przyjdzie zwycięstwo, z pomocą całego narodu wywalczymy w krótkim czasie wolność. Wierzyliśmy w pomoc aliantów, w nasze wojsko na Zachodzie, które mogło przybyć nam z pomocą. Słowa te zdają się w znakomity sposób obrazować to, co rodziło się w sercach powstańców. Dla tych żołnierzy powstanie warszawie nie było jedynie „kolejną wojskową akcją”. To miał być zryw narodu, którego zaatakowanie przez Niemcy rozpoczęło piekło II wojny światowej. Postawa taka niewątpliwie jest budująca, bowiem przedstawia obraz Polskiego Narodu nieco inaczej niż mają to w zwyczaju przedstawiać „autorytety moralne” pokroju Jana Grossa. Jednak obok męstwa i odwagi, która jak pisał Stanisław Michalkiewicz zawstydza, trzeba spojrzeć na ogół sytuacji powstańców, a ta jak wiadomo była przerażająca.
Gdy wybiła Godzinie „W”, powstańcy dysponowali:
1000 karabinów,
300 pistoletami maszynowymi,
60 karabinami ręcznymi,
7 ciężkimi karabinami maszynowymi,
35 karabinami przeciwpancernymi,
17000 pistoletami ręcznymi,
35000 granatami.
Ponadto, co 10 uczestnik powstania nie posiadał żadnej broni palnej! Oznacza to, że w pierwszych godzinach akcji, maił do dyspozycji… głazy, połamane płyty chodnikowe, łomy lub inne narzędzia codziennego użytku, które w tym momencie musiały służyć za broń wojskową! Co ciekawe, wcześniej wspomniany gen. Chruściel mówił, że niedostatek broni żołnierze mają pozyskiwać z rąk SS-manów. Brzmi to groteskowo, w momencie gdy powstaniec ma w dłoni jedynie kilof i szpadel.

63 dni, 200 tysięcy martwych… Warszawa przestała istnieć

Powstanie, mimo heroicznej postawy warszawiaków zakończyć się klęską. Po 63 dniach, dokładnie 2 października 1944 r. Armia Krajowa zakończyła działania ofensywne, a wysłani emisariusze mieli negocjować warunki kapitulacji. W ciągu dwóch miesięcy walk ofiarę poniosło 16 tysięcy żołnierzy oraz około 180 tysięcy cywilów. Zwyrodnialcy z SS (mówi się, że oddziały walczące z powstańcami składały się z najgorszych bandytów, jakich tylko wcielono do Wermachtu) w pierwszej kolejności mordowali resztki warszawskiej inteligencji, następnie fachowców, tak by zdewastowana stolica nigdy nie została odbudowana. O skali masakry świadczy również waga prochów ze skremowanych ciał ofiar powstania, która wyniosła 12 ton! 90% zabytków Warszawy obróciło się w pył, 72% zabudowy mieszkalnej przestało istnieć. To była cena za zabicie 10 tysięcy hitlerowców…
Oprócz tego, morale sięgnęły niemalże zera.
Ci, co wydali pierwszy rozkaz do walki
niech policzą teraz nasze trupy.

Niech pójdą przez ulice
których nie ma
przez miasto
którego nie ma
niech liczą przez tygodnie przez miesiące
niech liczą aż do śmierci

nasze trupy.

Tak o powstaniu pisała Anna Świrszczyńska, która czynnie brała udział w powstaniu.

Warszawa krwawi

Powstania warszawskiego ocenić jednoznacznie się nie da, a już na pewno nie może dokonać tego osoba, która nie przeżyła okupacji, nie wie czym jest piekło wojny. W rocznice pozostaje więc zaduma, nad losem starszych pokoleń i nad tym, co doprowadziło do największej tragedii XX wieku. Jednocześnie, od „Małych Powstańców” oraz od „zwykłych” żołnierzy, którzy gotowi byli oddać życie za wolność, możemy uczyć się prawdziwej definicji słowa „patriotyzm”.