Tragedia która podzieliła Polskę

10 kwietnia 2010 roku doszło do największej w dziejach państwa polskiego katastrofy lotniczej. Dokładnie sześć lat temu w smoleńskim lesie rozbił się samolot TU- 154 z parą prezydencką na pokładzie. Łącznie na znajdowało się tam 96 osób, żadna z nich nie przeżyła katastrofy.

 

Już od samego początku, wizycie pary prezydenckiej towarzyszyły problemy. Miały jednak one wymiar polityczny. Wynikało to z faktu, iż stojący do siebie w opozycji prezydent Lech Kaczyński oraz ówczesny premier Donald Tusk nie mogli dojść do porozumienia co do planów podróży, a dokładniej co do kształtu delegacji.  Warto pamiętać, że istotą wizyty były uroczystości w Katyniu upamiętniające 70 rocznice tej zbrodni.

Ostatecznie delegacja z parą prezydencką na pokładzie wyruszyła z lotniska w Warszawie o godzinie 7:27, na smoleńskim lotnisku odmeldować się miała 75 minut później. Jeszcze wtedy nic nie wskazywało na to, że będzie to najtragiczniejszy lot, który podzieli społeczeństwo wywołując masę kontrowersji, które do dziś podnoszą temperaturę w polskim życiu politycznym.

 

Zginęli pod Smoleńskiem

O godzinie 8:41 do publicznej wiadomości dotarła wiadomość, której nikt spodziewać się nie mógł. Samolot z polską delegacją na e rozbił się w okolicy Smoleńskiego lotniska, najprawdopodobniej nikt nie przeżył… Naród pogrążył się w żałobie. Spontaniczne reakcje, sznur zniczy ustawionych przed belwederem, modlitwy oraz zaduma, stanowiły spoiwo na co dzień skłóconego ze sobą narodu. Niestety efekt ten nie był długotrwały, kiedy bowiem opadły pierwsze emocje trzeba się było zmierzyć z rzeczywistością, która jak się później okazało przerosła możliwości ówczesnego rządu.

A życie toczyło się dalej…

Kiedy  rozbija się samolot z parą prezydencką, kiedy giną najważniejsze osoby w państwie to obowiązkiem rządu jest dopilnowanie, aby wszystkie wątpliwości zostały natychmiastowo rozwiane. Działania ze strony rządu były jednak, mówiąc delikatnie, bardzo opieszałe i chaotyczne. Na domiar złego, pewien czas po katastrofie, tygodnik „W Sieci” opublikował wymowne zdjęcie, które pokazywało uśmiechającego się ówczesnego premiera Donalda Tuska. Z czasem było jeszcze gorzej. Brak możliwości ściągnięcia i przebadania wraku, autopsje ofiar przeprowadzane „na kolanie”, czuwania harcerzy na krakowskim przedmieściu przerywane przez prowokatorów, wyśmiewanie tych którzy modlitwą chcieli oddać hołd tym którzy w Smoleńsku zginęli.
Wiele wątpliwości pojawiło się w momencie kiedy specjaliści z komisji Macierewicza zaczęli punktować nieścisłości znajdujące się w oficjalnych raportach rządowych oraz w raporcie MAC. Kolejnym ciosem w stronę rządu był film „Ostatni lot” który wprowadził sprawę katastrofy Smoleńskiej na zupełnie nowe tory.

Badania wskazują, że coraz większa część polskiego społeczeństwa podejrzewa udział osób trzecich w katastrofie smoleńskiej, coraz śmielej nazywając to wydarzenie zamachem. Póki co jednak nie sposób udowodnić nic nikomu. Niewiadomych jest jednak zbyt wiele, aby można było stwierdzić ze 100% pewnością, iż był to „jedynie” nieszczęśliwy wypadek.
3b20dce60029e1f24bc04599

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *